Dzielimy się z wami duchowym bogactwem, jaki zostawił nam błogosławiony Jakub Alberione poprzez swoje medytacje.

 

KONSUMOWAĆ ŻYCIE DLA POWOŁAŃ

Pierwszym elementem, który stanowi świadomość powołaniową, o którą prosimy i mamy nadzieję w Panu, że stworzy ją w nas, jest, jest duch wiary; wielkiej wiary, by zrozumieć, co znaczy zbawić duszę, co znaczy zatracić jakąś duszę.

Drugim elementem: uwierzyć, że Pan przeznacza osoby, aby w szczególności troszczyły się o powołania.

Jezus po nocy przebytej na modlitwie przywołuje do siebie tłum ludzi, który za Nim szedł, i wybiera spośród niego dwunastu, nazywając ich apostołami. Później posyła 72 uczniów, których wybrał, by poszli do miast głosić i w ten sposób przygotowali Mu drogę. Jezus dbał więc o powołania i nie tylko ich szukał, ale w czasie trzech lat swej publicznej działalności w sposób szczególny, troszczył się, by formować apostołów, których powołał, troszczył się o swoje powołania. Najwięcej czasu poświęcił na przygotowanie apostołów do służby publicznej i do kontynuacji Jego dzieła. Dlatego pouczanie, poprawianie, pomoc, wyrozumiałość itd. I przede wszystkim tchnienie darów światła i wiary w to, że są dusze potrzebujące zbawienia i że Pan przeznacza niektórych , by im w tym pomóc. „W jaki sposób usłyszą słowo Boga, jeśli nie jest głoszone?” Mówi wyraźnie św. Paweł. Jak może być głoszone słowo, jeśli nie ma powołań, które pójdą je głosić?

Zatem po pierwsze: wiara, że Pan posyła powołania. Lecz później również trzeba je szukać, jak Jezus na początku swojej działalności. Wszyscy kapłani, wszyscy zakonnicy w każdym czasie troszczyli się o powołania dla swoich instytutów i dla swoich diecezji. Ale wasze powołanie jest powołaniem dla wszystkich powołań: do kapłaństwa, do życia zakonnego męskiego i żeńskiego, na misje, do parafii, do szkół, do instytutów miłosierdzia itd…

Po drugie: zdolność do rozpoznawania powołań. Potrzebne jest „oko kliniczne” duchowe, powołaniowe, nadprzyrodzony instynkt. Potrzebny jest dar Boga, właściwie jego nowe powołanie. Nie zawsze ta, która chce zostać siostrą zakonną nadaje się do danego instytutu. Trzeba rozpoznać różne powołania w ich rozmaitych zadaniach.

Po trzecie: głęboka miłość całego jestestwa do dusz, dla których pragnie się szukać osób, które pomogą się im zbawić. Trzeba „konsumować” życie dla powołań i ofiarować je za powołania. „Co ja mogę uczynić w tym apostolstwie, jeżeli mam tak mało zdolności?” Możesz być zawsze wysłuchana przed Bogiem. Maryja nie głosiła, nie szła szukać powołań, lecz wystarczyła jej modlitwa i przykład świętego życia. Siostra, która sprawia dobre wrażenie przez modlitwę, dzięki sposobowi bycia pokorną, prostą, jasną, skromną i żwawą: „Tak – mówi jakaś dziewczyna – podobałoby mi się takie życie: radosne, proste, żywe i rozumiane, bez formalizmów”. Maryja jest Królową Apostołów i apostolatów, dlatego należy się modlić do Maryi, Matki Dobrej Rady, Stolicy Mądrości. Świadomość powołaniową jest potrzebna, aby rozpoznać czy są warunki zewnętrzne, by powołanie się rozwijało. Nieraz trzeba pomóc rodzicom, tym bardziej, gdy matka jest sama; nie ma rodzeństwa, które mogło by ją wesprzeć. Potem trzeba zwrócić uwagę na zdrowie, aby móc pełnić apostolstwo, potem przygotowanie… Przede wszystkim ważny jest dobry charakter, uległość osoby, która powierza się, ale która nie tylko jest posłuszna – co już jest dobre, lecz względnie łatwe. Być uległym, to posłuszeństwo doskonałe. Do ślubu zakonnego dodany jest dar Boga, który doskonali posłuszeństwo poprzez zawsze gotową uległość. Dopóki się nie dojdzie do tego, że każdą z was będzie można rozporządzać w ten sposób, by nigdy nie okazywać wstrętu lub innych myśli, skłonności czy własnego zdania, nie będziecie zdolne, by posługiwać się wami jak chce i gdzie chce Pan. Aby do tego dojść, od 1916 roku dotrwaliśmy aż do roku 1926, w którym odbyły się pierwsze obłóczyny Córek Św. Pawła. U Pobożnych Uczennic rzecz działa się dłużej i tak było też z innymi instytutami. Trzeba pozwolić się prowadzić właśnie w ten sposób.

Aby uformować świadomość powołaniową, trzeba dbać również o to, co zewnętrzne: sposób, jak się siedzi przy stole, jak się modli, prosi o rady itp. Wszystko przyczynia się do pozostawiania dobrego wrażenia

Trzeba troszczyć się zwłaszcza o modlitwę, ponieważ wszystko pochodzi od Ducha Świętego. Jeśli daje się słowo, jeśli się zaprasza, to zarówno słowu jaki zaproszeniu towarzyszy Duch Święty. Bo On jest tym, który daje powołanie. Kiedy instytut jest młody i ma się odczynienia z, nowym powołaniem, potrzeba stworzyć coś, co wcześniej nie istniało. Pragnie się, by to się stało i było skuteczne, tak aby być żywymi, a więc działającymi członkami w Kościele Bożym. Oprócz tego wszystkiego: mądrość w wydawnictwach, mądrość w przygotowaniu dni skupienia, w zapraszaniu tego, kto już okazał znaki powołania. Należy stosować wszystkie inne środki, zgodnie ich z naturą i skutecznością, według czasu i miejsca, i osób. W sposób szczególny trzeba zobaczyć czy osoba, o której myślimy, że jest powołana do życia zakonnego lub kapłańskiego itd., potrafi poświęcić się, aby do niego dojść. Jeśli nie ma ducha poświęcenia, nie okazuje się powołania – nie oczekujcie wówczas sukcesu. Potrzeba, by właśnie odczuwać odcięcie od świata, to, że dusza wybiera Boga i jest gotowa uczynić jakiekolwiek poświęcenie, by tylko dojść do ofiarowania się Bogu i apostolstwu, do którego dąży i którego pragnie. Zawsze potrzebne jest poświęcenie.

Jezus mówi do Piotra i Andrzeja:” Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni zostawili ojca i matkę w domu, i zostawili barkę. I co zabrali ze sobą? Nic! Żyli z tego co mogli otrzymać na wyżywienie dzięki miłosierdziu innych i nawet nie wiedzieli, nie wiedzieli jeszcze, jakie może być życie apostoła. Byli przecież rybakami!

Osoba uległa pozwala prowadzić się poprzez rady, łaskę Boga, Jego głos, bez pragnienia zbyt wielu wyjaśnień. To jest najlepsze wewnętrzne usposobienie, choć jest też inne, jednakowo potrzebne: kocha się instytut. Jeśli kocha się instytut, idzie się do przodu.

Nie każde powołanie jest ukierunkowane do tego samego instytutu. Trzeba odkryć, jakie są pragnienia, ponieważ święte pragnienia pochodzą od Ducha Świętego. Nie my je wzbudzamy w duszach. My możemy doradzać, także stanowczo, kiedy widać już znaki, że jest powołanie. Mieć świadomość powołaniową i formować ją w innych.

Jest naturalne, że do tego i do życia apostolskiego potrzebny jest duch inicjatywy. Nie myśleć, że trzeba zawsze czekać aż przyjdą polecenia i że zasugeruje się środki, że wymyśli się nowe drogi i nowe środki działania dlatego że jeśli jest w was miłość do dusz, to nie postępuje się jak uczniowie albo jak urzędniczki, które pracują w wyznaczonych godzinach tylko po to, by otrzymać zapłatę, być może ociągając się i pracując mało. I tak czasami trzy nie pracują tyle co jedna, a jedna pracuje więcej niż trzy.

Jeśli jest duch inicjatywy, zawsze się myśli, noc i dzień, i rozmawia się z Panem, i czyta się na ten temat, uczy się i radzi innych sióstr itd., czyli formuje się świadomość powołaniową. Tak więc duch inicjatywy i twórczości. W wielu miejscach jest go mało, bardzo mało. Ile razy natomiast w rodzinach są trudne wypadki? Dlatego ojcowie i matki muszą się starać, przewidywać, pomnażać pracę. Duch inicjatywy wzrasta z osobą, chyba że urodziła się w takim środowisku, że zamiast formować jej ducha uciskano go, wymazywano, praktycznie aż do uczynienie z osoby wiecznego ucznia – ponieważ nie poruszała się lub tylko biernie przyjmowała, czasem z bolesnym sercem, mimo że należy być w ruchu. Jezus nie powiedział: „Czekajcie aż przyjdą powiedzieć wam, byście ich pouczyli o religii chrześcijańskiej”, lecz: „Idźcie wy ich szukać” – duch inicjatywy. Następie trzeba dbać o całe otoczenie zewnętrzne, by było gościnne. Jak mówiłem – w gruncie rzeczy potrzebne jest właśnie tworzenie. Jezus odrzucił niektóre powołania, ponieważ nie były dobrze usposobione, ujawniały, że nimi nie są. „Pójdź za mną” – mówi Jezus. „Pozwól mi pójść pogrzebać mojego ojca”. Jezus odpowiada: „zostaw umarłym grzebanie ich umarłych”, to znaczy: nie idź. A inny: „ Pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi” a Jezus: „ Ktokolwiek wstecz się obraca, nie nadaje się do Królestwa Bożego”. Natomiast Dwunastu było gotowych. Mimo to także wśród ich, wśród tych, którzy byli prawdziwie powołani, Judasz stracił powołanie – a na świecie Judaszów nigdy nie brakuje.

Teraz modlić się o to wszystko, dużo rozważać i myśleć, że aby stworzyć tego nowego ducha, potrzebna jest nadzwyczajna łaska od Boga. I na drugim miejscu: trzeba współpracować, współdziałać. Jakiś czas termu zapytałem jedną z sióstr: „O czym rozmawiacie pomiędzy sobą, kiedy jesteście przy stole i w czasie rekreacji?” „Rozmawiamy o apostolstwie, o niczym innym”. To – tak. W ten sposób osoba ma coraz więcej zapału i potem uczy się, wiedząc to, co ktoś inny robi, co myśli, jak mu się powiodło w określony sposób lub jak jakieś usiłowanie nie wyszło. W gruncie rzeczy w głębi serca mogą spać najpiękniejsze sny, ale też osobowości uśpione mogą zostać przebudzone. Tak więc nowe życie. Stworzenie uzdolnień; one nie tworzą się, kiedy się tylko mówi: „Róbcie”. Trzeba je czuć, wzbudzać i przede wszystkim żyć nimi, i być w ruchu, być w ruchu po długiej modlitwie. Pan tej łaski na pewno udzieli, dlatego że instytut jest od Pana Jezusa i On chce, aby obrał swoją drogę, drogę zdecydowaną.

08.08.1961

SŁUŻYĆ KOŚCIOŁOWI

„Problem przyszłości jest problemem każdego młodego człowieka. Pomimo, że nie jest dość rozpatrywany i brany pod uwagę, stanowi w głębi rzeczy udrękę każdej duszy. 
Dlatego piękną miłością jest pomagać młodzieży stawiać sobie pytanie: „A ty, co będziesz robić?”. 
Dać zrozumieć młodym, że jeśli ważne jest umieć wybrać i odgadnąć dobrze własną karierę, własny zawód, to o ile ważniejszy jest wybór własnego stanu. 
Modlić się i oświecać dusze, by rozwiązały ten podstawowy problem, jest rzeczą wielką, jest przepiękną dobrocią, jest miłością pełną zasługi. Pracować dla powołań znaczy służyć Kościołowi… 
Są w świecie osoby, które poświęcają się, by rozwiązać wiele przeróżnych problemów. Zajmują się one edukacją, kwestiami społecznymi, międzynarodowymi, opieką nad zdrowiem ciała. Ale kto pomyśli o duszach, kto zajmie się jedyną rzeczą naprawdę niezbędną – zbawieniem wiecznym – jeśli nie apostołowie, apostołki i ci, którzy poznali i skosztowali, jak słodko i miło jest służyć Panu?… 

Problem powołaniowy jest naczelnym problemem każdego człowieka, jest problemem najbardziej aktualnym i naglącym w Kościele. 

Ważne jest modlić się. Z tego obowiązku nikt nie jest zwolniony, ponieważ, niestety, jest prawdziwe, zawsze coraz bardziej boleśnie prawdziwe, że „żniwo jest wielkie, ale robotników mało”. Nagli nas prosić Ojca żniwa, aby wysłał dobrych robotników na żniwo. 
Nie tylko modlić się ze złożonymi rękami, ale modlić się aktywnie, czynem, pozytywnie współpracując w poszukiwaniu i wyborze dobrych powołań. Otrzymacie w swoim czasie wielką nagrodę od Pana, obdarzycie Kościół i społeczeństwo. 

21.11.1957